poniedziałek, 6 stycznia 2014

Plany wakacyjne

Skoro zaczął się nowy rok, pora też pomyśleć o wyjeżdzie na wakacje.

Z Małżem nasz ostatni wyjazd urlopowy (a raczej jedyny) to była podróż poślubna. Później kupiliśmy mieszkanie, zepsuł się samochód i zaczęły się problemy finansowe, więc wyjazd na urlop musiał poczekać. Zamiast wyjazdu na kilka dni, planowaliśmy jednodniowe wycieczki po okolicy (do 3 godzin dojazdu w jedną stronę).
W tym roku powiedzieliśmy sobie dość. Skoro nasze finanse są w lepszej kondycji, to należy nam się nagroda oraz odpoczynek od domu i obowiązków.
Nasze finanse nie są jednak w tak dobrej kondycji, abyśmy nie musieli oszczędzać. Także nasz wakacyjny wyjazd należy dobrze zaplanować i odłożyć odpowiednią kwotę, nie obciążając zbytnio bieżącego budżetu.
Jak to zrobić?
Najpierw ustalmy gdzie i kiedy chcemy wyjechać. Następnie: ile nasz to będzie kosztowało? Na koniec należy odłożyć założoną kwotę i cieszyć się wyjazdem.
Proste?
Niekoniecznie.
Jak jeszcze gdzie i kiedy chcemy wyjechać nie sprawia najmniejszych trudności, o tyle ile nas to wyniesie jest trudniejsze do ustalenia.
Aby to sobie ułatwić zrobiłam wakacyjny planer.



Zapisałam w nim:
  1. gdzie i kiedy chcemy wyjecheć
  2. czym tam możemy dojechać + kosz dojazdu
  3. gdzie będziemy spać + koszty
  4. co chcemy zwiedzać 
  5. dla każdej atrakcji ustalamy koszty wejściówek (niektóre muzea mają dni wolne od opłat - dlatego należy zaplanować zwiedzanie na takie właśnie dni)
  6. niektóre atrakcje, które chcemy zobaczyć są położone poza naszym głównym miejscem pobytu, więc należy ustalić czym tam dojechać i koszty tego dojazdu
  7. ile przeznaczamy na zakup pamiątek
  8. co i gdzie będziemy jeść
  9. na sam koniec ustalamy kwotę na nieprzewidiane wydatki.
Oczywiście wszystkie ceny zaokąglam do góry. 

Teraz, gdy już mamy ustalony budżet bierzemy się za odkładanie wymaganej kwoty.
Do tego celu zrobiłam skarbonkę.

Jest ona zrobiona ze słoika po ogórkach. Pokrywka jest przyklejona, aby nie można było jej odkręcić i wyjąć pieniędzy. Pieniądze raz wrzucone do środka, już tam zostają. Do nakrętki przymocowałam też notes.  Zapisywana jest tam wrzucona do skarbonki kwota. Dzięki temu będziemy wiedzieć, czy uzbieraliśmy wymaganą kwotę.

Przed wyjazdem trzeba będzie jeszcze raz sprawdzić wszystkie połączenia i ceny, bo mogą się one przez ten czas zmienić. W razie potrzeby należy dołożyć brakującą kwotę.

Teraz nie pozostaje nic innego, jak zbierać na wakacje


środa, 1 stycznia 2014

Nowy rok - nowy projekt

Zaczął się nowy rok, a zatem czas rozpocząć nowy projekt oszczędnościowy. Jest to zmodyfikowany przeze mnie projekt 52 tygodnie. (Pisałam o nim tutaj.)
Niestety projekt 52 tygodnie był prowadzony bardzo nieregularnie. Na pewien czas był wogóle zawieszony. Dla kogoś, kto borykał się z wyprowadzeniem finansów na prostą było to niezmiernie trudne zadanie. Poza tym coraz wyższe wpłaty stanowiły zbyt duże jednorazowe obciążenie, zwłaszcza w drugiej połowie roku. 
Dlatego też, z nowym rokiem postanowiłam trochę to zmienić. Stworzyłam własny system regularnego oszczędzania. Jest to połączenie projektu 52 tygodnie z innym, popularnym wśród wielu Polaków - 5 zł na dzień. Plan projektu dostępny jest pod tym adresem.
Jak widać zaczęłam wpłacać już w grudniu - ustawiłam zlecenie stałe na koncie ROR, na przelew co 7 dni. Po jego zakończeniu na koncie będzie przeszło 1500 zł.
Ponad to razem z Małżem postanowiliśmy zwiększyć nasze wysiłki względem odkładanych oszczędności. Jak zamierzamy tego dokonać? 
Przejrzeliśmy nasze wpływy za ostatni rok. W pierwszym półroczu nasze wypłaty były niższe, niż w drugim. Do tego do pracy dojeżdżaliśmy własnym autem. Zatem mieliśmy wyższe wydatki. Skoro zarabiając mniej i wydając więcej dawaliśmy sobie radę (i powoli wychodziliśmy na prostą), to nie powinniśmy mieć problemu z tym co wymyśliłam. Wzięłam nasze najmniejsze zarobki z pierwszego półrocza - to będzie nasze minimum. Z tego minimum musimy opłacić wszystkie rachunki, odłożyć co miesięczną porcję oszczędności i mieć "na życie". Wszystko co jest ponad tę kwotę będzie lądowało na koncie oszczędnościowym.
Małż sam zaczął wykazywać inicjatywę celem zwiększenia oszczędności, a zaproponowany pomysł bardzo przypadł mu do gustu.
Zatem zaczynamy od pierwszej tegorocznej wypłaty.


środa, 25 grudnia 2013

Własne dzieło sztuki

Każdy z nas lubi otaczać się pięknymi przedmiotami. Jeśli nie mamy pieniędzy to ozdoby idą w odstawkę - są inne priorytety. Można to jednak połączyć. Za niewielkie pieniądze możemy ozdobić nasze mieszkanie.
Od samego początku ściany mam ozdobione naszymi zdjęciami.


To najtańszy i najłatwiejsy sposób na ozdobę ścian.

Innymi ozdobami są haftowane obrazy.


Wyszywałam je gdy byłam jeszcze nastolatką. W którymś z supermarketów były dostępne gotowe zestawy, razem z ramą - wystarczyło tylko wyszyć obraz. Właśnie to wyszycie dało mi największą satysfakcję.

Po ostatnim remoncie zabrakło mi jednak czegoś na ścianę nad telewizorem. Tanie obrazki dostępne w marketach nie bardzo przypadły mi do gustu. Zwłaszcza, że to ogólnie dostępna masówka. Razem z Małżem stwierdziliśmy - sami namalujemy swój obraz.
Pomimo tego, że obje nie mamy wielkich zdolności plastycznych stworzyliśmy własne dzieło sztuki. Oto efekt:



Nie jest to dzieło najwyższych lotów. Najważniejsze, że stworzyliśmy je sami i pasuje do naszego salonu. Koszty tego dzieła to cena zakupu podobrazia (ok.35zł). Farby, to pigmenty i farba akrylowa do malowania ścian, które zostały po remoncie. Jeden czerwony trójkąt został pomalowany farbą akrylową, którą kupiłam dawno, dawno, dawno temu. 
Poza tym, zrobiliśmy również portret naszej rodziny.


Gdy przybędą nowi jej członkowie, to również zostaną dodani. Koszt - jak wyżej.

Wystarczy trochę kreatywności i możemy cieszyć się własnymi dziełami sztuki.
Gdy brak nam pomysłu, to internet jest pełen inspiracji, z których możemy czerpać pełną garścią. 
Trzeba tylko chcieć, a reszta sama się znajdzie.



środa, 18 grudnia 2013

Porządek w kabelkach

Niestety nie mamy wpływu na to, jak są rozmieszczone kontakty w naszych mieszkaniach. Niby są rozmieszczone w optymalny sposób, ale czasem sprawia to trudności, albo duże problemy. U mnie więksość kontaktów rozmieszczona jest przy podłodze i przy samych kątach. Wobec tego jestem zmuszona do korzystania z przedłużaczy i rozgałęźników. W kuchni kontakty mam przy oknie, na wysokości ok 1,2m. od podłogi. Nie jest to złe roziązanie, ale też jest problem z korzystaniem z nich.
W tych warunkach ładowanie telefonu komórkowego wyglądało tak:

 

Oba sposby były kłopotliwe, ze względu na koty, które często strącały aparat ze stołu lub parapetu. Swego czasu wertując inernet znalazłam koszyczek, który bardzo mi się spodobał. A ponieważ jest wykonany z pustej buteli po szamponie, odżywce lub innym kosmetyku, to zrobiłam sobie go sama.



Ładowanie telefonu wygląda teraz tak:

Aby zrobić takie cudo potrzebujemy:
 pustą butelkę po jakimś kosmetyku, u mnie po szamponie do włosów. Odklejamy etykietę. Jak jest mocno przyklejona czyścimy, tak aby pozbyć się kleju.

Markerem rysujemy kształt naszego koszyczka i wycinamy nożyczkami. Pozstałości markera zmyamy zmywaczem do paznokci. Brzegi i zadziory od nożyczek wygładzamy pilniczkiem do paznokci lub drobnym papierem ściernym. Możemy go jeszcze ozdobić wedle naszego uznania. 

Koszt - zerowy. Czas pracy - 15 minut. Zysk z używania - bezcenny.




wtorek, 17 grudnia 2013

Małż wygrał nagrodę

Jak to powiedział kiedyś Smoleń - "z zakładem tym związana jestem ooooooooo, a może i dłużej". Ale nigdy, tak jak obecnie pracdawca nie zaskakiwał. Pod koniec września, przy wejściu do pracy czekały na nas kanapki, albo słodka bułka. Następnie wprowadzono posiłki regeneracyjne. Owszem należą się one obligatoryjnie, ponieważ pracujemy w takich, a nie innych warunkach, lecz zawsze były one od grudnia, a nie od połowy listopada.
Ale hitem jest LOSOWANIE.
Losowanych jest kilka osób z każdego działu, które w poprzednim miesiącu nie opuściły żadnego dnia w pracy. Nagrodą jest drobny spręt AGD znanych, dobrych marek m.in.: maszynka do mielenia, blender, ekspres do kawy, mikser ręczny. 
Jak usłyszałam o tym od Małża, że coś takiego jest, to go wyśmiałam. (Zanałam pracdawcę i nigdy takie rzeczy nie miały miejsca). Jednak, wczoraj zobaczyłam, że kobiety wychodą z pracy z maszynkami i ekspresami, to uwierzyłam - jak niewierny Tomasz. 
Na moim dziale losowanie wypadało dzisiaj. Gdy usłyszałam, jak wyczytują nazwisko Małża, to się o mało co, zupą nie zaksztusiłam z wrażenia. Małż też minę miał głupią. Dopiero, jak po pracy, dumnie z ekspresem do kawy do autobusu wsiadł dotarło do mnie, że MAŁŻ WYGRAŁ NAGRODĘ.
nagroda Małża

Ekspresów do kawy ci u mnie dostatek (mam trzy na stanie), dlatego co z tym zrobimy trzeba się zastanowić. Najpewniej zostanie sprzedany.


Skoro Małż ma szczęscie to może jutro totka się puści?


środa, 11 grudnia 2013

Promocja w Rossmanie

Do Rossmana zaglądam niezmiernie rzadko. Sklep ten nie leży po drodze mojej ścieżki zakupowej. Ale od kiedy stałam się fanką olejków zapachowych zaglądam tam częściej. Słyszałam, że w swojej ofercie mają wiele różnych promocji i obniżek cen, jednak ja rzadko z nich korzystałam.
Wczoraj zajrzałam do Rossmana, aby kupić olejki zapachowe dla mamy pod choinkę. Gdy zobaczyłam cenę, oczy ze zdumienia kilka razy przecierałam. Akurat była promocja. Cenę każdego rodzaju olejków i innych produktów zapachowych obniżono o 3 złote. Skorzystałam z okazji i uzupełniłam też swoje zapasy olejków. Różnica pomiędzy ceną regularną, a promocyjną wylądowała w puszce.

wtorek, 10 grudnia 2013

Proste bombki z papieru

Jak przeprowadziliśmy się do własnego mieszkania, na Boże Narodzenie wyniknął problem: nie bardzo nas stać na choinkę i nowe bombki. Przez pierwsze święta mieliśmy maleńką choinkę znalezioną w piwnicy. Później kupiliśmy dużą choinkę. I znowu problem: jakie bombki? W tym czasie był już w domu kot. Szkoda nam było kupować szklane bombki, które łatwo kociak może potłuc. Postanowiliśmy, że będziemy mieć tylko ozdoby ręcznie robione z papieru. Są one proste do wykonania, niedrogie i nie tłukące. Jak się zniszczą można je łatwo wymienić na nowe.
Mama mając dużo czasu, już we wrześniu otwiera manufakturę bombkową. Część bombek jest rozdawana, jako prezenty, niektóre są sprzedawane, a te które zostaną ozdabiają moją choinkę.
W tym roku też zagoszczą zabawki robione przez mamę.

W zeszłym roku buszując po półkach Empiku trafiłam na zestaw do samodzielnego złożenia bombek. W tym roku skusiłam się i kupiłam dwa zestawy, ale tylko dlatego, że była na nie promocja. Wyglądają tak:

W opakowaniu znajduje się 90szt paseczków w 5 zestawach kolorystycznych. Z jednego opakowania można zrobić 10 bombeczek.
Na podstawie tego zestawu postanowiłam, że zrobię jeszcze własne bombki.
Z pomocą przyszła mama, a raczej pozostałości po jej pracach, w postaci wąskich paseczków idealnych na moje bombki.
Na zdjeciu niżej widać materiały, które użyłam:
  • paski kolorowego papieru (mogą być wycięte z kolorowego papieru do ksero), długość pasków dostosowujemy do tego jaką dużą chcemy bombkę. Moje mają po ok. 9cm.
  • kolorowe koraliki,
  • dziurkacz lub igła,
  • kolorowy sznurek ( u mnie bawełniany).
Na bombkę potrzebujemy od 8 do 12 pasków papieru. Ja użyłam 8.
Dziurkaczem robimy dziurki.
 Na końcu sznurka wiążemy koralik. Jak nie mamy dziurkacza to od tego etapu zaczynamy naszą pracę.
 Przewlekamy sznurek przez dziurki wszystkie paski z jednej strony. 
 Następnie przewlekamy paski z drugiej strony. 
 Ściągamy sznurek tak, aby uzyskać łuk. Im mniejsza odległość między końcami pasków, tym bardziej płaska będzie nasza bombka.
 I znowu wiążemy koralik. Utrzyma od kształt naszej bombki.
 Rozsuwamy paski i trzorzymy ostateczny kształt  naszej ozdoby.
A taki jest efekt końcowy:


Na koniec moje filcowe choineczki.


Zrobiłam je z resztek zielonego filcu, tektury zwiniętej w stożek, a całość skleiłam klejem na gorąco. Inspirację znalazłam na okładce czasopisma robótkowego, wystawionego w witrynie kiosku.